Spoty surfingowe
La Jolla shores, San Diego, Kalifornia
Spot położony w dzielnicy San Diego La jolla, niedaleko uniwersytetu UCSD.
Sama okolica jest bardzo ładna, szeroka, długa piaszczysta plaża.
Łatwy dojazd, nawet komunikacją miejską (oficjalnie można autobusem przewozić
deski do 6', jednak ja woziłem moją 6'10'' i tylko ostatniego dnia pobytu tam kierowca
nie wpuścił mnie do autobusu). Próbowałem też jeździć na spot rowerem. Jadąc tam nie było większych
problemów, jednak wracając jest tak stromy podjazd, że po nim już nie miałem siły na co kolwiek do końca dnia.
Gorąco polecam jazdę samochodem, mimo problemów ze znalezieniem miejsca parkingowego w godzinach szczytu.
Pływałem tam w sierpniu, fale raczej były małe i niegroźne,
raz pojawiły się 3 metrowe, ale były łagodne i dobrze się pływało, albo raczej spadnaie z deski do
wody. Na spocie nie spotkałem się z lokalesami, którzy chcieliby złamać mi deskę lub
przejechać finami po plecach. Spot, przynajmniej latem określiłbym jako dobry dla
początkujących. Kilkaset metrów dalej ponoć jest taka mała zatoczka gdzie pływają małe rekiny
i można się z nimi pobawić, jednak zrezygnowałem z tej wątpliwej przyjemności. Z dwie zatoczki daje
natomiast można poobserwować foki.
Biscarosse, Francja
Spot znajduje się mniej więcej na wysokości Bordeaux. Jest to duża szeroka plaża
piaszczysta, wiec problemu ze znalezieniem miejsca dla siebie nie będzie. Choć dobre breaki są
tak naprawdę dwa. łatwo je znaleźć, są tam gdzie najwięcej lokalesów.
Byłem tam w maju, ale tylko dwa dni, fale nie były zbyt duże (do 1m) i były chaotyczne, nieregularne.
W pobliżu znajduje się camping z niedrogimi bungalowami - 66 euro za noc w 8-osobowym domku
poza sezonem; Uważam że komfortowo mieszkałoby się w 6 osób. Miasteczko było martwe, może
w sezonie dzieje się coś więcej. Lokalizacje jest o tyle ciekawa, gdyż w pobliżu znajduje się kilka
innych spotów, więc zawsze można się wybrać w poszukiwaniu lepszych fal.
St. Andrews Szkocja
Jest to niewielka miejscowość znajdująca się w Szkocji, jakieś 2h drogi autobusem na
północ od Edynburga. Mimo, że jest to wschodnie wybrzeże Wysp Brytyjskich, są tam fale i
można z powodzeniem surfować. Miejscowość jedn naprawdę mała, spot nie jest trudny do
znaleźienia znajduję się koło portu, który znowu jest niedaleko bardzo, bardzo popularnych
ruin jakieiś starej katedry i cmentarza. Byłem tam pod koniec marca, ubrany w kurtkę zimową,
czapkę i szalik, jak to zwykle ja i ledwo mogłem usiedzieć na ławeczce patrząc się na 3
koleci próbujących łapać fale. Im w wodzie na pewno było cieplej. Fale oceniłbym na 6/10
były całkiem równych odstępach czasu, załamywały się daleko od brzegu. Natomiast moja
koleżanka określiła je jako dostateczne, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że ona wychowała
się na Australijskich plażach i ma troszkę inny punkt odniesienia. Ale napewno były lepsze
od tych co ostatnio widzieliśmy w Bisscarose. Pozatym jest to bardzo malownicze miasteczko
uniwersyteckie, utrzyane w starym 18 wiecznym stylu. Dwie ulice, uniwersytet i woda.
Tamtejsza uczelnia jest w pierwszej setce uniwersytetów w świecie.