Surfing dla początkujących

najlepszy surfer Surfing to jeden z najstarszych praktykowanych na naszej planecie sportów. Zapoczątkowany na Wyspach Polinezji Oceanu Spokojnego ponad trzy tysiące lat temu, zdobywa na świecie coraz większą popularność. Nieustannie przyciąga ludzi gotowych przemierzyć nawet pare tysięcy kilometrów dla krótkich chwil spędzonych na fali, nie zastanawiając się ile to ich kosztuje tylko, ile doświadczeń mogą z takiego wyjazdu wynieść. Pierwszymi surferami byli rybacy, którzy odkryli, że łapiąc fale, można łatwo dostać się na brzeg po zakończonych na oceanie łowach. Bardzo szybko pływanie na desce stało się nie tylko elementem ich codziennej pracy, ale także sposobem spędzania wolnego czasu. Tak rodziła się pasja i zamiłowanie. Surfing to jazda (ślizg) na przystosowanej do tego specjalnej desce, unoszonej przez czoło fali morskiej. Surfować może każdy, kto ma w sobie gotowość zmierzenia się z siłami natury oraz odrobinę wytrwałości. Wystarczy silna motywacja, wybór odpowiedniego miejsca i zgromadzenie niezbędnego sprzętu. Deski to wydatek od 700zł do nawet ok. 600 Euro, w przypadku sprzętu najwyższej klasy, smycz - 20 Euro, wosk - 4 Euro, a pianka od 250 zł do 1000 zł. Najczęściej istnieje jednak możliwość wypożyczenia sprzętu w miejscach przystosowanych do surfingu. My zwykle zamykamy wyjazd w budżecie 250 euro na osobę. Na czym polega fenomen tego sportu, dlaczego jest tak pociągający dla wielu młodych ludzi? Na to pytanie najlepiej mogą odpowiedzieć jedynie sami surferzy. To z ich opowieści wyłania się najwierniejszy obraz...

Wyobraźcie sobie małą wyspę na oceanie. Dziką, pustą, szeroką, piaszczystą, prawie nieskończenie długą plażę. Wyobraźcie sobie kwitnącą dookoła zieleń, palmy z soczystymi owocami i małą drewnianą chatkę pośrodku. Wyobraźcie sobie siebie lub osobę wam bliską siedzącą na werandzie przed tym domkiem i obserwującą ocean. Widzi ona przestwór nieskończonego oceanu. Lśniącą zieloną wodę i długie, równe, powoli załamujące się, nadchodzące w równych odstępach czasu fale. Raz na jakiś czas dostrzega niewielką postać poruszającą się wzdłuż fali, to właśnie ja płynę i do was macham. Wygląda to cudownie, brzmi całkiem banalnie, ja sam takiej idylli jeszcze nigdy nie widziałem.

Mając do dyspozycji kilka linijek w artykule, chciałbym wam przedstawić bardzo piękny, ostatnio mocno zyskujący na popularności sport, jakim jest surfing. Nie mylcie proszę tej dyscypliny z jej pokrewnymi, jakimi są Windsurfing lub Kitesurfing. Pisząc surfing, mam na myśli sport rodem z Hawajów, który polega na ślizganiu się na desce po fali. Sport ten jest przepiękny w swej prostocie. Nie wymaga dźwigania żagli ani ciężkich desek jak w pokrewnych dyscyplinach. Jesteś tylko Ty, deska i ocean. Chodzi tu tylko o to, by znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Czyli tuż przed załamaniem fali na jej szczycie, wstać i popłynąć z falą. Kiedy Ci się to uda i po następnych 5 sekundach przewrócisz się wpadając pod falę, która Cię ‘zniszczy’, uznasz, że to było najlepsze 5 sekund w Twoim życiu i będziesz chciał już tylko wrócić na tę magiczną, jakże banalną wyspę opisaną we wstępie.

Surfing często kojarzony tylko z Hawajami, w rzeczywistości jest sportem, który z powodzeniem można uprawiać w Europie. Osobiście pływałem nawet na naszym rodzimym Bałtyku. Jednak mimo wielu zalet wyjazdu nad polskie morze w celu surfowania, takich jak wspieranie gospodarki, nie będzie to najbardziej efektywne rozwiązanie. Bardziej polecałbym te kraje, które mają dostęp do OCEANU (Portugalia, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Norwegia). Z paru oczywistych względów wyjazd do Hiszpanii lub Portugalii może być przyjemniejszy, jednak fale na wyspach brytyjskich lub w północnej części Skandynawii niczym nie odbiegają od tych w cieplejszych krajach. Powiem więcej, mają one jedną ogromną zaletę, nie ma na nich takiego tłoku, żeby się nie dało pływać, jak to się czasem zdarza w bardziej popularnych kurortach półwyspu iberyjskiego.

Im miejscówka bardziej odbiega od opisu na początku, czyli zamiast piaszczystej plaży mamy np. skały, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie mniej ludzi. Jednak zejścia do wody są wtedy zwykle bardziej niebezpieczne. Kiedyś, szukając w internecie ciekawej miejscówki do surfowania w Norwegii, natknąłem się na cytat tamtejszych surferów , który doskonale obrazował niebezpieczeństwo: "If you fall down from the pik, pray to God to take you quick".

Sport ten, jak już zdążyłem wspomnieć, kocham za swoją prostotę. Wielu ludzi powtarza, że jest to coś więcej, że to styl życia, ja jednak, na co dzień zamknięty w miejskiej dżungli, nazywam to opowieścią o wojnie i miłości. Żeby zrozumieć sens tych słów, trzeba po prostu spróbować, do czego szczerze i bardzo gorąco namawiam. Wojna jest wtedy, gdy trzeba stawić czoła falom, by przejść przez punkt w którym się załamują, miłość natomiast, gdy się płynie unosząc lekko na fali, ujarzmiając siły natury."

Charlotte & byrek